Monthly Archives: Październik 2017

DZIELNICOWY Z PRL-U

Na przekór negacji wszystkiego z okresu PRL-u postanowiłem przybliżyć atmosferę pracy młodego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej z początku lat 70-tych. Przeglądając historyczne i pamiątkowe materiały z tamtego okresu przydatne aktualnie do zasobów naszej Grupy Rekonstrukcyjnej „Bialska Drogówka 1960 – 1990” (patrz na górnym pasku strony), znalazłem egzemplarz tygodnika Milicji Obywatelskiej Nr 10 (1253) z dnia 12 III 1978 r.„W SŁUŻBIE NARODU”a w nim wydruk mojej, nagrodzonej I miejscem pracy konkursowej dla dzielnicowych pt. „W moim rejonie”. Referat Dzielnicowych KPMO w Białej Podlaskiej był pierwszym miejscem mojej pracy „w służbie narodu” (obecnie, w/g PiS „w służbie dla totalitarnego państwa”). Jak wyglądała i na czym polegała praca dzielnicowego przedstawię w „telegraficznym” skrócie, prezentując całość mojej w/w pracy konkursowej w odcinkach. Oto ona:

       ”  W MOIM REJONIE – TO BYŁ WŁAŚCIWY KROK ”                                                                                                                                                                                 

„Nie chciałbym zanudzać czytelników przytaczaniem spraw znanych wszystkim, które przy omawianiu wywołują na twarzach słuchaczy grymas zniecierpliwienia. Wiadomo, chodzi o sprawy oczywiste. Jednak docenić ogrom pracy dzielnicowego potrafi tylko ten, kto pracował, lub pracuje w referacie dzielnicowych, kto doświadczył satysfakcji i trudności na tym stanowisku. Dzielnicowym, co prawda, byłem krótko, bo tylko 4 lata, ale z pracy tej wyniosłem wiele doświadczeń, które z powodzeniem wykorzystuję na obecnym stanowisku. Pozwolę sobie poruszyć kilka spraw, które utkwiły mi najbardziej w pamięci.

W organach MO pracuję od 1971 r. Przyjęty zostałem na stanowisko dzielnicowego w Komendzie Powiatowej MO. Pierwsze dni upływały mi na zapoznawaniu się z kolegami, pomieszczeniami komendy i na pilnym studiowaniu wręczonej przez kierownika referatu dzielnicowych „Tymczasowej Instrukcji Dochodzeniowo-Śledczej”. Siedziałem więc obok biurka jednego z dzielnicowych (swojego jeszcze nie miałem) i pilnie studiowałem instrukcje, starając się je zrozumieć i zapamiętać. Bałem się poruszać i odzywać, aby nie przeszkadzać pracującym kolegom. W tym momencie zazdrościłem im wiedzy, pewności siebie, mundurów, lśniących na naramiennikach „belek” i powagi funkcji, jaką reprezentowali. „Panie dzielnicowy ” – tak się do nich zwracano.

Po pewnym czasie lody zostały przełamane ( z ręką na sercu przyznam, że bez pomocy „wkupnego” ), uznano mnie za kolegę, współpracownicy zaczęli zwracać się do mnie po imieniu. Nabrałem i ja śmiałości – posypały się pytania. Wytworzyła się szczera, serdeczna atmosfera. Poczułem się u siebie. Wykonywałem proste czynności jak: sporządzanie notatek, przyjmowanie zawiadomień o przestępstwie, z czasem protokołowałem zeznania świadków. Przez dwa miesiące nauczyłem się wiele. Wstęp miałem już poza sobą. Wreszcie nastąpiło pożegnanie z żoną, córeczką i kolegami. Włożyłem po raz pierwszy pobrany prosto z magazynu mundur i regulaminowo zameldowałem się w KWMO w wyznaczonym miejscu zbiórki. Skierowany zostałem na przeszkolenie podoficerskie.

Zdobyta wiedza w jednostce okazała się bardzo przydatna. Z nauką kłopotów nie miałem, w przeciwieństwie do innych kolegów, których pierwszy dzień pracy w milicji był zarazem dniem wyjazdu na przeszkolenie. Na zakończenie nauki odbyłem, jak inni koledzy, praktykę. Przez dwa tygodnie pełniłem służbę razem z dzielnicowymi z KDMO Kraków-Nowa Huta. Tu po raz pierwszy zetknąłem się z autentyczną pracą dzielnicowego w rejonie służbowym. I tu jest jedna sprawa, co do której miałem wątpliwości, czy jej nie pominąć. Ale jak szczerość – to szczerość. Są blaski i cienie. Niech czytelnicy sami osądzą. A było to tak: pierwsza służba, pierwszy dzielnicowy – sierżant w średnim wieku widać, że człowiek doświadczony i ja z kolegą – żółtodzioby. Spojrzał na nas z góry (był wyższego wzrostu) i zapytał : „Równe z was chłopaki ?”Widocznie naszą postawę i wygląd ocenił pozytywnie, bo już o nic więcej nie pytał, tylko zaprowadził nas prosto na zaplecze pierwszej w rejonie służbowym restauracji. Zamienił na boku dwa słowa z kierowniczką lokalu i jak zaczarowana pojawiła się zaraz taca, a na niej trzy małe czyste i trzy „szatany”. Zaskoczenie kompletne, konsternacja – oczywiście z naszej strony. Kolega pierwszy odważnie sięgnął po kieliszek. Chwila wahania i uczyniłem to samo, gdyż nic innego nie przyszło mi do głowy. Dalej służba przebiegała normalnym trybem, jak i następne. Część wstępną praktyki miałem już za sobą.

W marcu 1972 r. powróciłem do jednostki. Jeden z kolegów przechodził w tym czasie na inne stanowisko i pozostawała po nim wolna dzielnica dość duża, trudna ze względu na małe rozpoznanie środowiska i największą liczbę zakładów przemysłowych i instytucji. Nastąpiło protokolalne przekazanie dokumentów, spraw, uściśnięcie dłoni połączone z klepnięciem po ramieniu i sakramentalnym „powodzenia”. Poczułem się jak rozbitek na bezludnej wyspie. Dzielnica odległa była od jednostki o ponad 2 km. Z mieszkańców nikogo nie znałem, a tym bardziej nie nie znałem zamieszkującego w rejonie elementu przestępczego. Zaczynałem wszystko od początku. Gdy kończyłem załatwiać jedną sprawę, na jej miejsce pojawiały się trzy nowe. Były momenty, że wątpiłem w siebie i w swoje możliwości. W rejonie pojawiałem się tylko w razie konieczności. Zawalony byłem pracą biurową. Wciąż dochodziły nowe zameldowania o przestępstwie: kradzieże prywatne, społeczne, przestępstwa na terenie zakładów, włamania, kłopoty z nieletnimi itp.

Wreszcie któregoś słonecznego dnia miałem już tego wszystkiego dosyć. Do pasa przypiąłem służbową „tetetkę”, raportówkę przewiesiłem przez ramię, kask na głowę i dosiadłem swojej wuefemki. Pojechałem w rejon dzielnicy.

To był właściwy krok i zarazem początek końca moich zmartwień. Zrozumiałem, że należy zmienić taktykę pracy. Poszła ona w odwrotnym kierunku. Zamiast oczekiwać w komendzie na nowe zameldowania dokonałem analizy spraw i postanowiłem wyjść złu naprzeciw. Starałem się być w odpowiednim czasie tam, gdzie zazwyczaj o tej porze następowały pewne negatywne wydarzenia, w wyniku których pojawiał się nowy meldunek o czynie już dokonanym. Dotychczas miałem przestępstwo, a szukałem sprawcy. Po zmianie taktyki ja sam szukałem przestępstwa a i sprawca niejednokrotnie „przy okazji” wpadał mi w ręce. Przyznam, że ta zmiana taktyki kosztowała mnie i rodzinę wiele wyrzeczeń. Większą część dnia, a często i  nocy spędzałem w rejonie dzielnicy. Poznawałem młodych ludzi i oni mnie również poznawali. Korzyść z tego była obopólna. Z początku działałem sam dwojąc się i trojąc. Tylko dzięki motocyklowi udawało mi się załatwiać wiele różnych spraw w krótkim czasie. Starałem się być wszędzie tam, gdzie najmniej się mnie spodziewano. Często bywało, że grubo po północy pojawiałem się w halach produkcyjnych zakładów pracujących na nocnych zmianach. Nękani przeze mnie dozorcy z początku przeklinali mnie, swój los, aż wreszcie zrezygnowani zaczęli pełnić służbę prawidłowo. Znaleźliśmy wspólny język. Zostali moimi sprzymierzeńcami. Starałem się ich zainteresować pełnioną służbą, wykazując jej pozytywne strony. Dawałem zadania, a następnie sprawdzałem, co wykonali. Okazało się, że znalazłem lekarstwo na bezczynność i ludzie ci, rozumiejąc ważność swojej funkcji, starali się być moimi pomocnikami i niejednokrotnie sami wykazywali właściwą inicjatywę w działaniu. Oni też zrozumieli, że łatwiej jest zapobiegać, niż podejmować działania po fakcie.

Moją dewizą było: natychmiastowa reakcja na przestępstwo i szeroko stosowana profilaktyka. Wiążą się z tym dwie zabawne historie. Otóż będąc w jednostce, otrzymałem telefoniczne zawiadomienie o dokonanej przed chwilą kradzieży pary butów. Telefonował poszkodowany twierdząc, że buty te skradł z komórki „Siergiej”. Wiedziałem o kogo chodzi – był to znany mi recydywista. W ciągu 5 minut byłem w mieszkaniu sprawcy. Kolegę zostawiłem na zewnątrz budynku. Wchodzę do kuchni – żona z córką wystraszone. Pytam o męża. Odpowiadają zgodnie, że nie ma. Na kuchennym stole stoi para męskich kamaszy mocno przykurzonych. A więc obie kłamią. Wchodzę do pokoju – pokój pusty. Otwieram szafę ubraniową – jest sprawca, przykucnięty siedzi za ubraniami. Wychodzi przy mojej pomocy, lecz zaklina się, że nic złego nie zrobił. Za kołnierzem jego marynarki widzę zaczepiony wieszak, na którym wiszą najprzeróżniejsze części damskiej garderoby. Powstrzymuję śmiech. Dlaczego się ukrył ? „Ależ skąd, panie władzo, wcale się nie ukrywałem, chciałem się tylko ubrać”. No cóż, można i tak. Sędzia nie miał poczucia humoru – 1,5 roku do odsiadki.

Innym razem spotkałem w rejonie dzielnicy siostrę i jej koleżankę, pracownicę bazy PKS. W czasie rozmowy koleżanka zaczęła opowiadać o jednym milicjancie, o którym krążą pogłoski wśród pracowników bazy, że zjawia się w porach nocnych na terenie zakładu jak duch, nie wiadomo skąd, zaskakując śpiących dozorców, zabiera karty drogowe i kluczyki pozostawione w nie zabezpieczonych pojazdach. Nikt nie widział go nigdy wchodzącego na teren bazy, a dozorcy i pracownicy widzieli go, gdy wychodził oficjalnie przez bramę. Na zakończenie zapytała mnie, czy go czasem nie znam i tu wymieniła – moje nazwisko. Spojrzałem na siostrę, ona na mnie i o mały włos nie wybuchnęliśmy oboje gromkim śmiechem. Z największym wysiłkiem opanowałem się i odpowiedziałem poważnie, że owszem, znam go nawet osobiście.

Pracując w dzielnicy w godzinach wieczorowo-nocnych, odkryłem jeszcze jedną grupę rezerw i to potężnych, która dotychczas nie była przeze mnie wykorzystywana. Była to, oczywiście Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej. Nie będę się wiele rozwodził na temat nawiązywanych kontaktów. Jedno jest pewne – ci ludzie pomogli mi zaprowadzić porządek w dzielnicy. Oni znali wszystko i wszystkich. Byli bankiem informacji i niejednokrotnie nie ja ich, lecz oni mnie uczyli jak należy pracować. Niewielka grupa pracowała bardzo aktywnie. Była to placówka ORMO przodująca w mieście.                                                                              Już nie byłem osamotniony podczas nocnych służb. Posypały się wystąpienia, informacje. Uaktywniliśmy zakładowe jednostki ORMO – zakończyły się kradzieże w szatniach i kradzieże mienia społecznego z zakładów. Poszedłem dalej. Nawiązałem kontakty z kierownictwem szkół, zakładów pracy i z samorządem mieszkańców. Wyniki pracy odzwierciedliły się w opinii służbowej. Na święto ORMO kierownictwo doceniło naszą pracę, były nagrody, dyplomy i odznaczenia dla ormowców. Czułem się wzruszony, gdy I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR przypinał mi do munduru odznakę „Zasłużony działacz ORMO”. Na święto MO i SB spotkał mnie drugi przyjemny moment – kwiaty i książka z dedykacją: „Za włożony trud dla swojego dzielnicowego . . . ” od młodzieżowej organizacji największego w mieście zakładu. Takie chwile pozostają w pamięci. Teraz wspominając wiem jedno, że nie żałuję włożonego wysiłku – warto było.

                                                                          były dzielnicowy z Białej Podlaskiej „

 

 

WODA Z MÓZGU

Słuchając wypowiedzi przedstawicieli „słusznej zmiany” oraz relacji niektórych środków masowego przekazu można uwierzyć, że jest tak, jak rzeczywiście nie jest. Ktoś robi nam celowo „wodę z mózgu”. Internet to kopalnia wiedzy. Sens w tym, aby wiedzieć, gdzie kopać.

Hasło na topie: Niektóre grupy, zwłaszcza byli esbecy i pozostali mundurowi mają rażąco wysokie zarobki i emerytury.

Oto przykładowe średnie pobory i emerytury z połowy 2017 roku:

A. WYNAGRODZENIA MIESIĘCZNE:

– pani Sadurska (podobno)                             – ok. 90.000 zl

– czołowi dziennikarze TVP                             – ok. 40.000 zł

– sędziowie Trybunału Konstytucyjnego      – ok. 10.900 zł

– Kancelaria Prezydenta                                   – ok. 10.200 zł

– Kancelaria Sejmu                                            – ok.  9.300 zł

– Kancelaria Senatu                                           – ok.  8.700 zł

– Lasy Państwowe                                              – ok.  7.700 zł

– Krajowa Rada Radiofonii i TV                      – ok.  7.10o zł

– Agencja Wywiadu                                            – ok.  6.600 zł

– Instytut Pamięci Narodowej                          – ok.  5.900 zł

– ABW                                                                    – ok.  5.400 zl

– BOR                                                                     – ok.  4.700 zl

– Straż Graniczna                                                 – ok.  4.600 zl

– Policja i Straż Więzienna                                 – ok.  4.500 zł

– Żołnierze                                                             – ok.  4.400 zł  (szeregowy – 2.9 tys., generał – do 15.4 tys.)

– Państwowa Straż Pożarna                               – ok.  4.400 zł

– Przeciętne krajowe                                           – ok.  4.200 zł

(sumy zarobków brutto)

B. EMERYTURY:

Średnia emerytura w Polsce w 2017 r.            – 1780 zł netto (emeryturę pobiera ok 3 mln. kobiet i ok 2 mln. mężczyzn)

75 tys. emerytów pobiera emeryturę powyżej 5.000 zł (brutto)

Średnie emerytury mundurowe w 2017 r. brutto

  • CBA                                                               – 7.100 zl
  • Agencja Wywiadu                                      – 6.300 zl
  • ABW                                                             – 4.900 zl
  • BOR                                                              – 4.500 zl
  • Straż Graniczna                                          – 4.100 zł
  • Państwowa Straż Pożarna                        – 3.600 zl
  • Policja                                                           – 3.500 zl
  • Urząd Ochrony Państwa                           – 3.300 zł
  • Emeryci policyjni objęci ustawą „dekomunizacyjną” w 2009 roku, do 30 września 2017 r. posiadali średnią emeryturę 2.500 zł brutto. W wyniku drugiej ustawy rządu PiS z 16.12.2016 r. „odbierającej nienależne (?) przywileje” ci sami emeryci policyjni, ukarani po raz drugi za to samo pozbawieni zostali CAŁKOWICIE emerytury za okres zaliczony przez IPN do służby na rzecz „totalitarnego” państwa, a za pozostałe lata służby bez względu na ich ilość NIKT OBECNIE NIE MOŻE MIEĆ WYŻSZEJ EMERYTURY JAK 1716 zł netto. Generał, szeregowiec, minister, komendant główny -wszystkim po równo. Tym oto sposobem od dnia 1.10.2017 r. najniższą emeryturę pobierają emeryci policyjni zaliczeni do wrogów własnego narodu. „W imię sprawiedliwości społecznej”.

„Nędza na emeryturze to ogromny problem dla całego społeczeństwa, który będzie narastał i może wręcz doprowadzić do buntu” (Gazeta Wyborcza).

 

SZKOLENIE I EGZAMINOWANIE PO NOWEMU ?

Od wielu miesięcy działa zespół specjalistów do spraw zmian legislacyjnych w szkoleniu i egzaminowaniu kandydatów na kierowców. Zanosi się więc na wielokierunkowe zmiany w tym zakresie. Z pewnością nie wszystkie propozycje zespołu zostaną przyjęte do realizacji ale te może chociaż te najważniejsze, najistotniejsze.

Oto najważniejsze, mające szansę realizacji zmiany:

1. O uprawnienia do kierowania pojazdami silnikowymi będą mogły ubiegać się osoby od ukończenia 17 lat (szkolenie z osobą towarzyszącą po ukończeniu szkolenia podstawowego w ośrodku szkolenia kierowców).

2. W czasie egzaminu praktycznego na kat. B obowiązkowo w samochodzie egzaminacyjnym, na przednim siedzeniu obok zdającego egzamin ma siedzieć instruktor prowadzący szkolenie praktyczne kursanta.

3. Egzaminy praktyczne będą mogły się odbywać pojazdami ośrodków szkolenia kierowców (lub pojazdem ośrodków egzaminowania – do wyboru), a właściciele podstawionych pojazdów otrzymają zapłatę za wykorzystanie pojazdu.

4. Część egzaminu praktycznego będzie przebiegała poza obszarem zabudowanym.

5. Ośrodki szkolenia kierowców będą mogły oficjalnie doszkalać osoby, które utraciły uprawnienia i prowadzić szkolenie przypominające dla osób zainteresowanych, które po uzyskaniu uprawnień nie praktykowały samodzielnej jazdy.

6. Po zdaniu części teoretycznej egzaminu państwowego kandydat na kierowcę będzie miał maksymalnie do 12 miesięcy na przystąpienie do egzaminu praktycznego.

7. Wreszcie pojawia się szansa wprowadzenia obowiązkowego wychowania komunikacyjnego w IV klasie szkoły podstawowej, kończącego się nieobowiązkowym egzaminem na kartę rowerową.

Niektóre rozwiązania były już stosowane z powodzeniem w przeszłości a o niektórych propozycjach zmian jest tylko bezskuteczna mowa od wielu, wielu lat. Jak będzie tym razem, przekonamy się za 3 miesiące.

Wasz wykładowca Zdzisiek